Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 21 października 2012

Narada

   Gdy Kiara wracałą do obozu, podbiegł do niej młody, piegowaty chłopiec. Pospiesznie skłonił i spytał:
   -Pani Kiara?
   -Tak. Coś się stało?
   -Jest pani wzywana na naradę, do namiotu dowodzenia.
   -Dziękuję, już tam idę.
   Po tej krótkiej wymianie zdań Nieśmiertelna przyspieszyłą kroku i ruszyła w kierunku olbrzymiego namiotu na środku obozowiska. Strażnicy na jej widok wyprężyli się na baczność, a ona weszła do środka. Wewnątrz było już mnóstwo osób. Szybko wyłowiła wzrokiem Marcina i podeszła do niego.
   -Widzę, że dostałaś informację- powutał ją z uśmiechem na twarzy.
   -Tak. O co chodzi?
   -Główna Rada w Kijowie dowiedziała się o twoim powrocie. Chcą się z tobą widzieć. Chcemy rozważyć wszystkie za i przeciw.
   Na tą wiadomość Kiarze ścisnęło się gardło. Na krańcu myśli miała jakieś wspomnienie, czuła że nie jest ono przyjemne, lecz nie potrafiła go uchwycić. Im bardziej się starała, tym bardziej ono uciekało, więc się poddała. Ku jej zdumieniu obrazy napłynęły. A ich siła zwaliła ją z nóg
   Ciemność, przed sobą widać tylko jasną wsręgę drogi. Nogi bolą, bardzo ale to jest próba, na którą wystawiłą ją Rada. Zaraz dojdzie do celu. Zawsze jej się udawało, więc i teraz się uda. Jak długo jeszcze? W ogóle jak długo tu jestem? Takie pytania kołaczą się Królowej Elżbiecie po głowie. Nie... już nie królowej.... Teraz nazywasz się Kiara, mieszkasz w Polsce, w Krakowie. Zostawiłaś tam swojego partnera, Marcina. Przybyłaś tu na wezwanie Rady. Po tych kilku myślach droga i ciemności znikają. Pojawia się olbrzymia, jasno oświetlona sala i dziesięć mrocznych postaci; zgrzybiali starcy, niepaamiętającu już o zadaniu Nieśmiertelnych. Osoby, którym zależy już tylko na władzy.
   -Kiaro, przybyłąś na nasze wezwanie. I dobrze. Czy wiesz, dlaczego tu jesteś?
   -Nie.
   -Wiesz, co zaraz się stanie.
   -Nie, nie wolno mi używać tutaj moich mocy. Więc tego nie robię.
   -To dobrze. Od tej pory wykluczamy cię. Będziesz skazana na wieczną tułaczkę bez pamięci o tym co było. Od tej pory nie będziesz miałą przeszłości, lecz będziesz oglądać, jak wszyscy wokół ciebie starzeją się i umierają, a ty będziesz nietjnięta przez czas szukałą wyjaśnienia.
   -Dlaczego?! Co ja złego zrobiłam?!
   -Nic. Prócz tego, że jesteś jedną z najsilniejszych. A wyganiając ciebie, złamiemy Marcina do posłuszeństwa...
   Kiara otworzyła oczy. Leżałą na ziemi, w namiocie dowodzenia. Przy niej klęczał Marcin i Pernelle, wokół nich zebrał się pierścień ludzi.
   -Co się stało?-spytała cicho Pernelle.
   -Odzyskałam jedno wspomnienie- odpowiedziała dziewczyna.- Wspomnienie z dnia, kiedy odebrano mi pamięć. Rada chciałą mnie wygnać, żeby zapewnić sobie posłuszeństwo Marcina, a mnie uczynić bezbronną i nie szkodliwą. Nie mogę tam pójść. Jeśli to zrobię- zabiją mnie.
   -To prawda-do namiotu wkroczył Merlin.- Dlatego pójdziemy wszyscy. Czas skończyć z Radą. Popełniłem błąd, tworząc ją.
   W namiocie nagle rozległ się szmer głosów na te słowa.
   -Mamy zaatakować Radę? Pzecież są silniejsi od nas!
   -Jesteś pewien, Baltazarze? Pamiętaj, że to ja was stworzyłęm. I ja was mogę zniszczyć. Tak samo ich. Lecz potrzebuję do tego waszej pomocy.

~ na razie tyle. koniec weny na dziś. mam nadzieję, że się podoba. wszelkie uwagi, zastrzeżenia opinie itd pisać w komentarzach i na fb ;)

poniedziałek, 10 września 2012

Analiza

   Kiara obudziłą się wcześnie rano, wtulona w Marcina. Z początku nie kojażyła, gdzie jest, wczoraj rano przecież była w szkole. Potem przypomniała sobie powrót do domu autobusem. Oczami pamięci zobaczyła Karakarę. Potem wieczorem przyszedł do niej Marcin, w skrócie opowiedział jej dziwną historię. Ona, nie wiedzieć czemu, zgodziła się z nim wyruszyć. Podróż pociągiem, obozowisko, historia państwa Flamel... Taki natłok informacji w ciągu jednego dnia, tyle zdarzeń... A potem jeszcze wyznanie osoby, którą do nie dawna miała za kolegę z klasy.
   'Czy ta historia jest prawdziwa?' spytrała samą siebie. 'Jest nie realna... Ale ten obóz, ci ludzie... istnieją, są tu na prawdę, prawdziwi. Są Nieśmiertelnymi. Ale dlaczego ja nic nie pamiętam? Co się stało kilkanaście lat temu? Dlaczego mam amnezję? A może ktoś wymazał mi pamięć za pomocą magii? Spytam o to Merlina.'
   Leżała spokojnie, wyciszając się. Wsłuchiwała się w oddech swojego towarzysza, wyławiała kroki wartowników, słuchała szmerów porannych rozmów. Nagle Marcin poruszył się i przez sen objął ją mocniej ramieniem. Kiara delikatnie obruciła głowę i spojrzała na jego twarz. Spał. 'Ciekawe, czy czyta myśli przez sen? Może słyszy je, ale jak się budzi to nie wie czy to na prawdę, czy nie? Mam wrażenie że odzyskałąm coś... część mnie... kiedy tak jest oboki mnie... nie, nie podejmuj pochopnych decyzji. Nie wiesz, czy mówi prawdę... ale czemu miał by kłamać? Miłość... Nie wiem, co o tym myśleć już...'
   Jej rozmyślania przerwał głos trąbki, grającej na pobudkę. Nieśmiertelny, śpiący do tej pory obok niej, otworzył swoje cimne oczy, które rozbłsły na jej widok. Kiara poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej. 'Obudziłeś się' pomyślała'.
   -Na to wygląda... Czas na poranną kawę- uśmiechnął się, po czym obrucził się na plecy i wstał z materaca, na którym spali. Sprawnie się przebrał, odsłaniając pięknie wyrzeźbiony tors. Gdy wyszedł, dziewczyna zrobiła to samo i dołączyła do niego przed namiotem.
   -Jak za dawnych dobrych czasów- mruknął, obejmując ją. Ona oparła głowę na jego ramieniu.
   -Nie wiem, co masz dokładnie na myśli, ale masz mi dużo do opowiedzenia i wyjaśnienia.
   -Wiem- mruknął Marcin, po czy poprowadził ją w kierunku stołówki, skąd już było słychać innych Nieśmiertelnych.

***
 
   Kilka godzin później, para Nieśmiertelnych siedziała na polanie za obozowiskiem.
   -Czym są Karaki?- spytała Kiara.
   -Potworami. Demonami. Chochlikami. Złymi duchami. Zależy w co, kto wierzy.
   -Kim dokładnie MY jesteśmy?
   -Nieśmiertelnymi. Aniołami. Nadprzyrodzonymi. Elfami. Różnie nas nazywają. Mamy chronić świat, każda para ma przydzielony swój kraj. My mamy Polskę. Flamelowie Francję. Joanna i Niccoló Włochy. Możemy mieszać się w politykę innych państw, dlatego Asie wiele osób kojarzy jako Francuzką patriotkę, bohaterkę, a nie Włoszkę.
   -Uhm. Mogę cię prosić o chwilę sam na sam, z swoimi myślami?
   -Dobrze. Będę w namiocie dowodzenia. Za 10 minut nie będę słyszał twoich myśli.
   Kiara siedziała przez dziesięć minut i odserwowała rośliny, owady i różne gryzonie przemykające po łące. Gdy minął wyznaczony czas Zaczęłą zastanawiać się nad swoimi uczuciami. Coś do niego czuła, to było pewne. Była to silna więź, czuła to. Bałą się tylko przyznać sama przed sobą, że to miłość...
 
~Tak zakończę ten rozdział. Co o nim sądzę? Szczerze to nie wiem. Liczę na wasze opinie. 

piątek, 7 września 2012

Przeszłość 1

   100 lat przed naszą erą.

   -Powstańcie z ziemi i wody, ludzie żywiołów. Utwórzcie się z ognia i powietrza, nieśmiertelni. Zacznijcie swe wieczne życie, początek najstarożytniejszego narodu ludu życia.
   Powietrze zaczęło wirować, z nikąd wokół wiekowego mężczyzny zaczęły pojawiać się symbole wszystkich żywiołów, a wśród nich pojawiały się ludzkie sylwetki; kobiet, mężczyzn i dzieci. Po kilku minutach, które wydawały się godzinami, wszystko ucichło, zostali tylko obnażeni ludzie. Stali parami damsko-męskimi. Było pięć takich par. Starszy mężcyzna spojrzał na swoje dzieło krytycznym okiem. Podszedł do każdej z par i mówił po kolei
   - Elżbieta i Artur.
   -Pernelle i Nicholas
   -Joanna i Niccoló
   -Alicja i Ramzes
   Po nadaniu ostatnich imion, jedynej parze dzieci skinął na wszystkich. Każda para wyszła i udały się w różnych kierunkach. Elżbieta i Artur poszli do Polski. Pernelle i Nicholas skierowali się do Francji. Joanna i Niccoló Do południowych Włoch. Tylko jedyna para dzieci zostałą na miejscu. Nie ruszała się, siedziała na środku podłogi, skulona, wystraszona.
   -Wy jesteście wyrocznią, powiedział czarodziej Merlin, po czym udał się w niewiadomym kierunku i zniknął, zostawiając dwójkę dzieci w domku na pustkowiu.

 
***
 
   996 rok naszej ery. Polska
 
   -Książę, o czym tak myślisz?- spytała piękna, ciemnowłosa kobieta.
   -Nie wiem, czy dobrze robię z tym chrztem, Elżbieto. Znów będziemy musieli się rozstać. A... pamiętasz co było ostatnio, jak się rozstaliśmy?
   -Ar... znaczy Miszko, pamiętam. Ale tym razem będę cały czas tutaj w Gnieźnie. A mamy działać na korzyść tych ludzi. W przyszłości da im to duże możliwości. Dobrze o tym wiesz.
   -Wiem. Po prostu... martwię się o ciebie. nie podoba mi się to całe udawanie, że kocham tą... tą... panienke z dworu królewskiego. Wiesz o tym.
   Para ta naprawdę nazywała się Artur i Elżbieta. Zaczęli ingerować w Polskę, rozpoczęli swoje dzieło. Nie byli pewni, czy dobrze robią, ale tak musiało być. Maszyna zaczęła działać i już nie dało się jej zatrzymać. Za kilka godzin miał się odbyć chrzest Polski.
 
 
 
   ~To jest początek historii, którą opowiedział Nicholas z swoją żoną Kiarze. Co dalej, dowiecie się później ;)

czwartek, 6 września 2012

Początek początku

   -Gdzie jesteśmy?- spytała Kiara.- Co to za miejsce? Kim są ci ludzie?
   -Powoli, powoli- zaśmiał się Marcin.-Jesteśmy na granicy Polski i Ukrajiny. Jest obóz najstarszych i najsilniejszych Nieśmiertelnych. Są tu między innymi Joanna d'Arc, Mieszko I, Flamelowie i wiele innych znanych osób. Oni znają cię jako królową Jadwigę, którą kieyś byłaś. Po jej rzekomej śmierci przybrałaś kryptonim Kiara.
   Nastolatka milczała przez chwilę. Przetrawiała nowe informacje.
   -Czemu niczego nie pamiętam?
   -Też sobie zadaję to pytanie.
   Po chwli przedłużającej się ciszy, osoba obserwująca z boku tą dwójką dostrzegła by, że chłopak delikatnie, z wachaniem obejmuje i przyciąga do siebie dziewczynę. Po czym już stanowczo, lecz dalej delikatnie, przyciąga ją do siebie. Po chwili odrywają się od siebie i idą dalj, lecz trzymając się już za ręce.

***
 
   Pół godziny później para nastolatków weszła do obozu. Na przywitanie wyszło im pięcioroosób: Mężczyzna w wytartych dżinsach, z siwymi włosami, Starsza kobieta, w długiej przewiewnej sukni, dziewczyna koło dwucdziestki w bojówkach i czarnym t-shircie, 40-letni na oko mężczyzna, z kruczoczarnymi włosami i Przygarbiny staruszek w długiej, fioletowej szacie przypominającej habit, z kapturem naciągniętym na twarz. Ten ostatni odeswał się cichym lecz władczym i wyraźnym głosem:
   -Witaj z powrotem, Kiaro. Wiem, że nic nie pamiętasz, więc ci się przedstawię: nazywam się Merlin. Czarodziej króla Artura, wasz stworzyciel itd. Po mojej prawej stoją państwo Flamelowie. Alchemik i czarodziejka. Po mojej lewej Niccoló Machiavelli oraz Joanna d'Arc. Cała czwórka była twoimi przyjacióółmi i towarzyszami broni. Oni, oraz Marcin oprowadzą cię po obozie i pomogą przypomnieć sobie jak najwięcej. Ja już pójdę. Mam do załatwienia parę spraw.
   Po tych słowach starzec odwrócił się i odszedł między namioty. Czwórka osób stała w ciasnym, milczącym kręgu. Nikt nie wiedział od czego zacząć. Pierwszy ruch wykonała Joanna, rzucając się niespodziewanie Kiarze na szyję.
   -Och, Kiar, myśleliśmy, że nie żyjesz, tylko Marcin wierzył... miał rację... myślałam, że cię nigdy nie zobaczę... dlaczego ty... co oni ci zrobili...
   -Asia, uspokuj się- wtrącił się w ten słowotok Niccolló.- Kiaro... dobrze, że jesteś z powrotem.
   Te kilka słów podnosło nastolatkę na duchu, poczuła ciepło, jakby znalazła się w rodzinnym domu. Wszyscy ją przytulili. Lecz najważniejsza była dla niej obecność Marcina. Nie wiedział dlaczego. "To tylko przyjaciel... nikt więcej. Chyba..." Po czym stwierdziła, że w tej chwili to nie ma znaczenia, ponieważ grupa nowo poznanych osób prowadziła ją do małego dwuosobowego namiotu. Gdy usiedli w ciasnym kręgu, Nicholas i Pernelle Flamelowie (którzy do tej pory milczeli) zaczęli opowiadać całą historię ich przyjaźni. Kiara chwilami nie dowierzała, chwilami kojarzyła coś ale nie umiała przywołać ani obrazów, uczuć, dźwięków, myśli... Tak jakby ktoś opowiadał jej o czasach, kiedy była pięcioletnią dziewczynką. Nic, tylko przeczucie, że coś takiego było ale nic związanego z tą historią w głowie nie istniało. Gdy alchemik z swoją żoną zakończyli wspominać, wszyscy, poza Marcinem, wyszli z namiotu.
   -Kiaro... jest coś, o czym Flamelowie nie wspomnieli, na moją prośbę... Zanim odeszłaś, byliśmy... parą, osobami związanymi przysięgą krwi. Powstawaliśmy w parach i po pewnym okresie wiązaliśmy się tą przysięgą na wieki. Podczas wiązania wypowiadaliśmy słowa "Wszędzie, zawsze, gdziekolwiek, mentalnie lub fizycznie razem" . Tak naprawdę wiedziałem, że żyjesz, ponieważ wyczuwałem wój umysł. Tylko, że ty nie byłaś tego świadoma, dlatego nie mogłem cię zlokalizować. Myślałem, że już nigdy cię nie znajdę. Jak... jak nie będziesz chciała mojego towarzystwa... powiedz mi to w prost. Proszę.
 
 
~To by było na tyle. Przepraszam za długą przerwę. Nie miałam żadnych pomysłów na ciąg dalszy. Postaram się już nie robić aż tak długich przerw ;)

niedziela, 1 lipca 2012

Podróż

Anastazja spakowała się szybko do plecaka: zapasowe t-shirty, BDU, bielizna, szczoteczka do zębów, pasta, pieniądze, dokumenty, śpiwór. Po piętnastu minutach szła z Marcinem przez ciemne ulice miasta  w kierunku dworca PKP.
-Nie będą nas szukać?-spytała dziewczyna w pewnym momencie.
-Kto? Nauczyciele? Nie, nie będą o nas pamiętali, tak samo sąsiedzi i nasi "prawni opiekunowie". Zapomną, nie będą nas pamiętać, te wspomnienia, które mają związek z nami wyparowały już z ich umysłów. Dla nich nigdy nie istnieliśmy. Rozumiesz?
-Czy to jakaś magia?
-Można to tak nazwać.
Do dworca dotarli w milczeniu i tak samo wsiedli do pociągu. Nikt nie zwrócił na nich uwagi, nawet konduktor sprawdzający bilety. Ludzi wsiadali, wysiadali, stawali obok nich ale nie zauważali ich. Anastazja zdała sobie sprawę, że są nie widzialni. Nie zadawała na razie pytań, bo coś jej mówiło, że to nie jest najlepszy moment. Po 5 godzinahc jazdy wysiedli na puszczonej stacji, na której paliła się jedna samotna latarnia, a tabliczka była tak stara, że nie dało się odczytać nazwy. Marcin ujął ją za rękę i poprowadził w ciemność jakąś drogą. Nastolatka słyszała nocne zwierzęta wokół siebie, lecz nic nie zauważyła. Mio to czuła, że są obserwowani. Bała się. Nie czuła zmęczenia, głodu czy pragnienia.Była przerażona. W głowie kłębiły się jej setki pytań ale zdawała żadnego z nich z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że nie wiedziała od którego zacząć, po drugie, nie chciałą ułatwiać obserwatorą zadania, wydając dźwięki.
Marcin czytał uważnie myśli swej towarzyszki przez całą podróż, szukając najdrobniejszego punktu zaczepienia w ich współnej przeszłości, niestet nic nie umiał znaleźć. Wiele razy zadawał sobie pytanie "Co się wtedy stało?". Przeglądał różne scenariusze, przypominał sobie najdrobniejsze szczegóły od momentu ich powstania. Nic nie przychodziło mu do głowy, żaden konkretny powód. Gdy ją zobaczył na początku roku w szkole, zdziwił się, że żyje. Starsi powiedzieli mu, że umarła. "Dlaczego mnie okłamali?". Kolejne pytanie bez odpowiedzi. Czuł, że dzieje się coś złego, coś, co nie powinno się nigdy wydarzyć.
W końcu ujżeli w oddali światła małej miejscowości. Zaraz potem poczuli i ujżeli dym z wielu ognisk. Dotarli na miejsce.

czwartek, 16 lutego 2012

Decyzja

   -Wiesz Marcin... tak naprawdę to ta historia miałaby sens- wogóle nie pamiętam swojego dzieciństwa, nic. Żadnych zdjęć, wspomnień.... ale przecież to jest nie możliwe. Nawet gdyby ktoś, w jakikolwiek sposób zatrzymał proces starzenia się, to organizm w końcu się przemęczy.
   -I właśnie tu się mylisz.
   -Udowodnij.
   -To chodź ze mną do Kijowa.
    Po słowach Marcina Kiara zamarła. Niewiedziała czy może zaufać koledze z klasy. Miała wrażenie, że to jakiś żart. Chociaż z drugiej strony... Nic nie wiem o swoim dzieciństwie, na plecach mam dziwny tatuaż niewiadomego pochodzenia, tak samo kilka blizn na ciele. Tylko... czy mogę mu zaufać?
   -Zaufaj mi- powiedział Marcin.- I możesz pokazać ten tatuaż, jeśli o tro chcesz zapytać.
   -Ale... ja mam go...- dziewczyna się zarumieniła.
   -Daj spokój, czasami żeby cię opatrzyć trzeba było oglądać gorsze miejsce- odpowiedział nieśmiertelny, puszczając do niej oko.
   Kiara odróciła się tyłem do niego tyłemi zdjęła koszulkę. Słyszała jak Marcin wstaje i podchodzi do niej. Gdy jego ręka dotknęła tatuażu, poczuła dreszcz przechodzący po jej plecach. Zdziwiła się, czując iż tęskniła za tym dotykiem. Miała też wrażenie, że już go kiedyś czuła. Bardziej poczuła, niż usłyszała jak chłopak westchnął i się od niej odsunął. Założyła z powrotem t-shirt i spojrzała na swojego partnera. Zobaczyła strach i smutek w jego oczach.
   -Jeśli chcesz się dowiedzieć, czy mówię prawdę, musimy pojechać natychmiast.
   -Dlaczego?
   -Bo za 3 dni będzie możliwość przywrócenia ci pamięci.
   -Marcin... ja na prawdę nie wiem co o tym sądzić.
   Chłopak do niej podszedł i podniósł ręką jej podbródek, tak żeby spojrzała mu w oczy.
   -Zaufaj swym uczucią. Nie ukazuj ich ale ich słuchaj. Tak... tak mi ktoś powiedział gdy chciałem z sobą skończyć.
   Kiarze te słowa z czymś się kojarzyły, lecz nie była pewna z czym. Miała wrażenie, że już je kiedyś słyszała...
   -Dobrze, pojadę- powiedział patrząc Marcinowi prosto w oczy. Pierwszy raz odkąd pamiętała, była na 100% pewna swojej decyzji.

wtorek, 25 października 2011

Historia

-To jest mój Dar Nieśmiertelnego- kontynuoawał tłumaczenie.- Każdy nieśmiertelny posiada coś takego.
-Jacy nieśmiertelni, jakie dary- przerwała mu Kiara.- O czym ty wogóle mówisz? Przecież ja jestem zwyczajną nastolatką, ze zwyczajnym życiem!
-A więc na prawdę nic nie wiesz?- spytał ze zdziwieniem Marcin.
-O czym?
-O tym, że jesteś największą nieśmiertelną, żywą legendą, która walczyła na wielu frontach, pod wieloma imionami. Nie pamiętasz, że ludzie wymawiają twe czyny z uwielbieniem?
-Nie wiem nawet o czym ty mówisz. Ale możesz mi wytłumaczyć. Napijesz się czegoś?
- Jeśli można, to poproszę herbatę.
-To ja robię herbatę, a ty opowiadasz, ok?- zaproponowała Kiara.
-Dobrze- zgodził się nieśmiertelny. Zapadła cisza, podczas której chłopak zbierał myśli. Po pięciu minutach odezwał się:
- A więc na początku XV wieku, pewien człowiek, z legnd znany jako Merlin, stworzył kilka istot, których, nie dało się zabić, spalić, zatruć... byli to nieśmiertelnych, a było ich pięciu: Nicolas Flamel, Thomas Morus, Pernelle Flamel, ja i ty. My wyruszyliśmy ochraniać środkową Europę, Flamelowie Francjęi Włochy, a Morus Anglię, Hiszpanię i Portugalię. Potem cała nasza p[iątka odkryła, jak przeprowadzać innych ludzi na wieczne życie. W ten sposób nieśmiertelność uzyskało wiele znanych osób: Machivelli, Kolumb, Piłsudski, Luter, Joanna d'Arc i jeszcze wielu innych. Pod koniec XIX wieku Nicolas pokłócił się z Thomasem. Chodziło o kolonie w Ameryce. Potem, przez ten konflikt, wybuchła I wojna światowa. Potem wszystko się zmieniło. My próbowaliśmy pogodzić skłóconych towarzyszy ale oni upierali się przy swoim. Gdy było już całkiem nieźle, pojawili się Hitler z Stalinem. Byliśmy wtedy w Polsce. Wybuchła II wojna światowa, podczas której straciliśmy kontakt z wszystkimi innymi nieśmiertelnymi. Po wojnie wybrałaś się do Nowego Jorku, żeby dowiedzieć się co stało się z resztą, podczas gdy ja próbowałę doprowadzić wszystko do porządku tutaj. Wróciłaś po dwóch latach z Kijowa, gdzie okazałosię, że została założona nowa stolica nieśmiertelnych. Okazało się, że Flamel i Morus w końcu się pogodzili. Cała historia końcvzy się na tym, że w 95 roku zostałaś nagle wezwana do kijowa i potem już cię nigdy nie widziałem. Nie wiem co się stało, a gdy zobaczyłe cię w szkole, zrozumiałem, że się zmieniłaś. I teraz wiem dlaczego- skończył tę historię patrząc Kiarze w oczy, które były pełne zamyślenia.


~~~~~

Jak wam podoba się nowy zwrot akcji? Mnie osobiście tego typu historie kręcą ale nie wiem jak z wami.